Bo najgorszy moment na szukanie papierów twojego pupila to ten, w którym właśnie ich potrzebujesz.
Wizyty u weterynarza po nocy nie poczekają, aż wygrzebiesz teczkę. Zrobiliśmy miejsce, w którym wszystko już tam jest.
Parking o drugiej w nocy.
Każdy, kto ma zwierzaka, zna jakąś wersję tej historii. Jest późno. Twój pies krąży po pokoju i nie chce się uspokoić, albo kot oddycha jakoś dziwnie, a ty siedzisz na parkingu pogotowia weterynaryjnego, w którym nigdy wcześniej nie byłeś. Pielęgniarka pyta o proste rzeczy. Kiedy ostatnia wścieklizna? Na co ma uczulenie? W jakiej dawce dostaje lek?
A ty siedzisz na składanym krzesełku i przerzucasz trzy portale weterynaryjne, maila od hodowcy, zdjęcia fiolek po tabletkach (te zrobiłeś, bo wiedziałeś, że zapomnisz) i schowek pełen papierów. Odpowiadasz, jak umiesz. Zgadujesz i sam o tym wiesz.
Zrobiliśmy MyPetVault dokładnie na ten moment.
Nie cały stres przychodzi o drugiej w nocy.
Jest jeszcze inna wersja tej historii i wcale nie zaczyna się od nagłego wypadku. Właśnie wziąłeś zwierzaka. Schronisko wręczyło ci plik papierów, których jeszcze nie przeczytałeś. Pierwsza wizyta u weterynarza skończyła się trzema stronami dokumentów i wyliczoną na głos listą rzeczy do zapamiętania. Pokiwałeś głową. Nie bardzo wiesz, od czego zacząć.
Albo masz zwierzaki od lat. Przeprowadziłeś się do innego miasta. Zmieniłeś weterynarza. Na święta spróbowałeś nowego hotelu dla zwierząt, a tam poprosili o dowód szczepień, którego nie umiałeś od ręki odnaleźć. Żadna z tych sytuacji to nie nagły wypadek. Każda z nich to jednak praca. Praca, na którą się nie pisałeś, kiedy przynosiłeś pupila do domu.
Zmiana weterynarza nie powinna przerażać. Zmiana hotelu dla zwierząt nie powinna przerażać. Złożenie wniosku o odszkodowanie nie powinno przerażać. Zrobiliśmy MyPetVault po to, żeby wyjąć z tego wszystkiego to, co przeraża.
Początkującego opiekuna aplikacja prowadzi krok po kroku, za rękę: jakie papiery zebrać, co one znaczą i jak poprosić weterynarza o te, których ci brakuje. Doświadczonemu opiekunowi z latami dokumentów aplikacja zbiera wszystko w jednym pewnym miejscu i po cichu pamięta każdą klinikę, w której twój pupil kiedykolwiek był, więc upomnienie się o brakujący papier to jedno dotknięcie, a nie mailowa zgadywanka.
Obietnica jest w obie strony taka sama: to ty masz kontrolę nad papierami swojego pupila. My po prostu usuwamy tarcie w drodze do celu.
Papiery są porozrzucane, nie zgubione.
Lubi się mówić, że opiekunowie zwierząt są niezorganizowani. Nieprawda. Mierzą się z systemem, który rozrzuca historię ich pupila po kilkunastu miejscach. Klinika ma swój portal. Specjalista ma inny. Apteka wysyła PDF-y mailem. Książeczka szczepień jest doczepiona zszywaczem do wydruku. Hodowca przesłał ci historię rodziców SMS-em w 2023 roku.
Nawet jeśli zachowasz każdy papier, dane tkwią w formatach, które ze sobą nie rozmawiają. Zdjęcie fiolki to jeszcze nie wpis. Mgliste „chyba to było zeszłej wiosny" to też nie wpis. To surowiec. Wpisem staje się dopiero wtedy, kiedy coś go uporządkuje i położy tam, gdzie go znajdziesz.
Tym właśnie zajmuje się MyPetVault. Robisz fotkę papieru. My wyciągamy to, co istotne, czyli wizytę, tabletkę, szczepienie i wagę, a potem wrzucamy to na stronę twojego pupila. Z bałaganu robi się jedna spokojna historia.
Nic nie zapisuje się, dopóki nie powiesz tak.
Bądźmy szczerzy. Czytanie papieru od weterynarza nigdy nie wychodzi idealnie. Rozmazana data może być przekłamana. Odręcznie napisana dawka bywa nieczytelna. Dwa leki o podobnych nazwach łatwo pomylić. W większości aplikacji rozmowa się tu kończy, a ty dwa miesiące później odkrywasz, że coś się nie zgadza.
My robimy to inaczej. Każda rzecz, którą odczytamy z twojego zdjęcia, pojawia się jako karta, zanim cokolwiek się zapisze. Widzisz, co naszym zdaniem mówi papier, widzisz obok zdjęcie i przyjmujesz, poprawiasz albo pomijasz. Nic nie ląduje na stronie pupila, dopóki nie powiesz tak. Ostatnie słowo zawsze jest twoje. Kosztuje cię to kilka minut na papier. W zamian masz wpisy, którym naprawdę można zaufać o drugiej w nocy.
MyPetVault to miejsce na papiery, nie lekarz. Nie diagnozuje ani nie leczy twojego zwierzaka. Po prostu dba o to, żeby twój weterynarz, gdy już to robi, miał przed sobą całą historię.
Jedno miejsce. Dla każdego pupila. Gotowe.
I to cały produkt. Każdy zwierzak w domu ma własną stronę. Każda wizyta, tabletka, szczepionka, waga i alergia są na tej stronie. Przypomnienia mówią, co się zbliża. Wyszukiwarka znajdzie cokolwiek w kilka sekund. Możesz podać telefon weterynarzowi, żeby sam to przewinął, albo odczytać odpowiedź sam, bez paniki.
Nie budujemy społeczności dla zwierząt. Nie budujemy platformy dla klinik. Po prostu chcemy być najspokojniejszą aplikacją dla zwierząt na twoim telefonie: tą, o której zapominasz przez większość czasu, i tą, za którą jesteś po cichu wdzięczny w dniu, w którym to się liczy.